Gruzja 2014


Druga wyprawa do Gruzji - czerwiec 2014.
W trakcie naszej wycieczki przejechaliśmy marszrutkami prawie 1400km a miejsca które odwiedziliśmy to: 1) Kutaisi - 2) Mestia - 3) Ushguli - 4) Batumi - 5) Tbilisi - 6) David Gareji

Kutaisi

Tak jak w tamtym roku, tak i teraz nasza wycieczka zaczęła się od Kutaisi. Jednak tym razem, ze względu na późną porę przylotu zwiedzania miasta nie było. Odwiedziliśmy tylko bar Palaty (Bar-Restaurant Palaty) gdzie przy herbacie i ciastku bawiliśmy się do późnych godzin nocnych :)

Krótkie zwiedzanie Kutaisi zrobiliśmy sobie ostatniego dnia, przed odlotem do Polski. Kilka zdjęć zamieszczę więc na końcu tego wpisu. Więcej zdjęć z Kutaisi w relacji z zeszłorocznej wycieczki tutaj.

Następnego dnia ok. godziny 9 rano wyruszyliśmy w kierunku Mestii, stolicy regionu Swanetii.


Swanetia - Mestia i Ushguli
 
Swanetia to wysokogórski region Gruzji z pięknymi widokami, walecznymi góralami i wieżami mieszkalno obronnymi. Położony jest w północnej części kraju pośród potężnych gór Kaukazu, przy granicy z Rosją. W Swanetii leży cztery z 10 najwyższych szczytów Kaukazu, z których najwyższy to Shkhara (różne źródła podają różne wysokości ale jest to ok. 5200m) jest to jednocześnie najwyższa góra Gruzji.
Region Górnej Swanetii ze względu na wiele zabytkowych budowli został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

A poniżej kilka zdjęć z drogi do Mestii. Długi czas podróży urozmaicają piękne widoki, warto trochę powyglądać przez okno a droga stanie się dużo przyjemniejsza.
Ze względu na swoje położenie Swanetia bardzo długo była trudno dostępna. Droga do Mestii, czyli stolicy regionu, została wybudowana dopiero w latach trzydziestych ubiegłego wieku i podobno dopiero wtedy dotarło tam koło. Wcześniej do transportu używano sań a do Mestii można było dostać się tylko konną albo na piechotę. Ale sanie są w użytku do dzisiaj i to przez cały rok, będąc w Ushguli (a był to czerwiec więc żadnego śniegu już nie było) widzieliśmy człowieka który saniami zaprzęgniętymi do muła, przewoził drzewo. Otoczona wysokimi górami Swanetia bardzo długo broniła się przed wpływami jakiejkolwiek władzy, przez całe wieki ludność swanecka skutecznie broniła swojej niezależności i w pewnym odosobnieniu od reszty kraju kształtowała swoją kulturę. Do dziś Swanowie podtrzymują swoje wielowiekowe tradycje, posługują się swoim własnym językiem który jest dialektem języka gruzińskiego, śpiewają dawne pieśni i kontynuują rytuały przodków mające chronić ludzi i dobytek przed niebezpieczeństwami.

Droga do Mestii i krowy które łażą sobie wszędzie, w całej Gruzji, nie zwracając uwagi na przejeżdżające samochody (z przypadkowo znalezionych informacji wynika że kierowca który uszkodzi taką krowę, lub inne zwierze, musi za nie zapłacić właścicielowi, więc kierowcy starają się je skutecznie omijać).

Zbiornik wodny i zapora na rzece Inguri
Woda na zdjęciu to sztuczne jezioro które powstało po wybudowaniu na rzece Inguri zapory wodnej, woda ze zbiornika zasila znajdującą się tam elektrownię, prąd w niej wytwarzany pokrywa 40% gruzińskiego zapotrzebowania na energię elektryczną. Zapora ma 272 metry wysokości i jest drugą co do wielkości zaporą łukową na świecie. Niestety nikt z nas nie wiedział o tej zaporze ani o tym że aby ją zobaczyć trzeba zjechać tylko 3km z głównej drogi którą jechaliśmy do Mestii.
Zbiornik wodny ciągnie się wzdłuż drogi przez ok 18km.

Mestia
 
A to już Mestia i widok na jej wschodnią część. W dole płynie rzeka Mestiachala
Charakterystycznym elementem krajobrazu Swanetii, oczywiście oprócz gór Kaukazu, są wieże mieszkalno-obronne. Najstarsze zachowane do dzisiaj baszty pochodzą z IX wieku. Wieże pełniły rolę mieszkania dla ludzi i zwierząt a jednocześnie były przystosowane do obrony głównie przed częstymi, krwawymi zemstami ze strony sąsiednich rodzin, bo od zewnętrznych najeźdźców chroniły góry. Wieża miała kilka poziomów, na każdy z nich można było wejść po drabinie, a samą drabinę można było wciągnąć na górę i w ten sposób górne pomieszczenia stawały się niedostępne dla wroga. Grube drewniane drzwi do wieży ryglowane były dwiema wielkimi sztabami wysuwanymi ze ściany, więc samo wtargnięcie do wieży było bardzo trudne, w dodatku na samej górze były otwory przez które można było strzelać do wroga z łuku lub kuszy.
W muzeum w Ushguli dowiedzieliśmy się że na dole wieży mieszkali ludzie razem ze zwierzętami, natomiast na wyższych piętrach przechowywane było pożywienie. W internecie spotkałem się natomiast z opisami mówiącymi że na dole trzymane były zwierzęta, wyżej pożywienie a na najwyższym poziomie było pomieszczenie gdzie mieszkali ludzie. Wydaje się bardzo prawdopodobne że w warunkach pokojowych ludzie i zwierzęta mieszkali na samym dole wieży, natomiast w chwilach zagrożenia ludzie przenosili się na samą górę gdzie wróg nie mógł dotrzeć i gdzie była dogodna pozycja do obrony.

Przez otwór w rogu wchodziło się na kolejne piętro wieży.

Wnętrze swaneciekiej wieży i coś w rodzaju kuchni gdzie przygotowywano posiłki.
Wnętrze swaneciekiej wieży - na górze półki, którą widać w środkowej części zdjęcia spali ludzie a pod spodem zwierzęta.
Zdjęcia zrobione w muzeum w Ushguli (o samym Ushguli trochę niżej).

W muzeum w Ushguli mieliśmy też okazję posłuchać tradycyjnej swaneckiej muzyki wykonywanej na instrumentach Chuniri i Panduri.
 
I jeszcze kilka zdjęć z Mestii:

Widok na Mestię z dachu jednej z wież.


Ushguli
Drugi dzień pobytu w Swanetii poświęciliśmy na wycieczkę do Ushguli. Być w Swanetii i nie odwiedzić tej wioski to duży grzech.
Pomimo tego że Mestię i Ushguli dzieli odległość zaledwie 46km to jedzie się tam ok 2,5 godziny (a kierowca naprawdę nie oszczędzał samochodu) - już sam czas przejazdu może nasuwać myśl że droga będzie ciekawa :) i tak w rzeczywistości jest. Droga, szczególnie przed samym Ushguli robi spore wrażenie i sama w sobie jest atrakcją takiej wycieczki.

Krótki filmik z drogi do Ushguli, droga jak widać bardzo słaba, wyboista i niebezpieczna więc trzeba było bardzo uważać żeby nie porozlewać wina...

... i kilka zdjęć.

I nasz Transit który dawał sobie radę nie gorzej jak terenówka.

Po 2,5 godzinnej podróży docieramy do Ushguli. Po prawej stronie pierwsze Ushgulskie domy i baszty. Główna część wioski znajduje się nieco dalej.

Ushguli to najwyżej położona osada w Europie, leży na wysokości 2200m u podnóża góry Shkhary (najwyższej góry Gruzji i trzeciej na Kaukazie). Nieopodal Ushguli ma swoje źródło rzeka Inguri. Ushguli otoczone jest pięknymi zielonymi pagórkami a w oddali widać wielkie ośnieżone góry Kaukazu - widoki jak w bajce, naprawdę piękne i warte zobaczenia na własne oczy.

Cała wioska usiana jest oczywiście swaneckimi wieżami, których właścicielami są od wieków te same rodziny (w Ushguli mieszka ich ok 70). W jednej z tych wież znajduje się muzeum z którego zdjęcia i film zamieściłem powyżej. Niektóre baszty pochodzą z XIIw. i to m.in. ze względu na nie Górna Swanetia została wpisana na listę UNESCO. Sama wioska sprawia wrażenie jakby czas zatrzymał się tam kilka wieków temu i tylko anteny satelitarne i gdzieniegdzie porozwieszane plakaty wyborcze przypominają że czas jednak płynie do przodu. 

My mieliśmy do dyspozycji tylko 3 godziny na zwiedzenie ale czytając opisy w internecie dochodzę do wniosku że jest to zdecydowanie za mało. Należało by zatrzymać się tam chociaż na jeden dzień i na nocleg, ponieważ jak się dowiedziałem w niektórych domach/prywatnych muzeach (których jest w Ushguli jednak więcej niż dwa które my widzieliśmy) można zobaczyć ikony, malowidła, krzyże i inne zabytki mające po kilkaset lat. Warto więc poszwendać się po okolicy spokojnie i poszukać wrażeń. Ludzie których tam spotkaliśmy w czasie tej krótkiej wizyty, potwierdzają opinię o gruzińskiej gościnności więc pozostanie tam na trochę dłużej na pewno nie było by nudne (co potwierdzili nam nasi nowi znajomi których poznaliśmy w czasie lotu do Gruzji a którzy mieli okazję pobyć w Ushguli trochę dłużej :) pozdrowienia dla Renaty i Marcina).
Oprócz samej wioski jest to też znakomite miejsce do trekingu, niestety tym razem na dalsze wędrówki nie było czasu.

A tak prezentuje się Ushguli i okolice
Na wprost w chmurach ukryty jest wierzchołek góry Shkhary. Ushguli mamy za plecami.

Na wprost w chmurach ukryty jest wierzchołek góry Shkhary. Ushguli mamy za plecami.

Bardzo popularnym materiałem do budowy płotów w Ushguli były rozwinięte beczki.

Dróżka w lewej części zdjęcia wpada na budynek w którym mieści się muzeum z którego zdjęcia i filmy zamieściłem wcześniej. To muzeum zdecydowanie polecam, można zobaczyć jak urządzona była swanecka wieża. Sam budynek jest pozostałością wieży, jednak nadszarpnięty zębem czasu trochę się rozsypał i pozostała tylko dolna część.

W ukrytym za krzakiem domu po lewej stronie jest drugie muzeum które odwiedziliśmy w Ushguli. Jest tu również hostel.

Właściciele domu i muzeum, ludzie bardzo mili ale muzeum raczej mało ciekawe. Zdecydowanie przegrywa tym które odwiedziliśmy wcześniej. Właściciel gra na Panduri i śpiewa.

Ushguli na tle Shkhary, która niestety cały dzień chowała się za chmurami.

Na wschodnim skraju wioski, (obok wieży za murem) znajduje się Cerkiew Marii Dziewicy (Lamaria) z XII wieku. Cerkiew jest bardzo mała ale bogato zdobiona freskami.

Podwórko Cerkwi Lamaria

Cerkiew Lamaria w środku

Cerkiew Lamaria w środku

Wejście do cerkwi

Nagrobek w kształcie swaneckiej wieży na cmentarzu znajdującym się obok cerkwi.

Jeszcze jedno spojrzenie na wzgórze na którym stoi cerkiew. I samochód który pewnie nie dotarł do celu :)

Po krótkim zwiedzaniu Ushguli idziemy jeszcze do miejscowej restauracji posmakować pysznego gruzińskiego jedzenia i placka z mięsnym nadzieniem - Kubdari który jest regionalnym Swaneckim daniem. Oczywiście są tacy którzy nie podzielają mojego zdania na temat gruzińskiego jedzenia, ale cóż, jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził ;)
W restauracji, właściciel urządził nam małą suprę w czasie której uraczył nas swojskim winem, czaczą i kilkoma opowieściami ze swojego życia - atmosfera była bardzo miła i przyjemna i gdybyśmy zostali tam na noc to mogło wy się to rozwinąć w niezłą biesiadę :)
Gdyby ktoś zawitał w tamte strony to polecam restaurację z żółtymi parasolami, niedaleko Guesthouse Shkhara

Żegnamy się z Ushguli, wsiadamy do swojego Transita i ruszamy w drogę powrotną do Mestii.

Wg. białej tabliczki przy bramie jest tutaj hostel. Gdzieś pomiędzy Ushguli a Mestią.

Wieża Miłości - Tower of Love stoi przy drodze Ushguli - Mestia, na skale w rzece Inguri, wiąże się z nią pewna legenda:
Dawno temu na święcie Kvirikoba zakochało się w sobie dwoje młodych ludzi. Zabawa była tak fantastyczna, że młodzieniec zapomniał o całym świecie, również i o tym że jest już żonaty. 
Młody chłopak nie wiedział co robić, jest żonaty ale pokochał inną. Postanowił wybrać się na polowanie aby tam zastanowić się co z tym wszystkim zrobić. Na polowaniu zobaczył jelenia. Strzelił do niego ale był za daleko i chybił, zaczął podchodzić bliżej i wtedy ziemia się pod nim osunęła, pośliznął się na śniegu, przewrócił, wpadł do rzeki Inguri i zginął.
Kiedy jego ukochana dowiedziała się o tym, popadła w straszną żałobę, ubierała się na czarno, prawie nic nie jadła, z nikim nie chciała rozmawiać i cały czas płakała. Mijały miesiące a ona cały czas opłakiwała swojego ukochanego. Jej ojciec i brat widząc to zapytali co mogą dla niej zrobić aby złagodzić jej cierpienie. Odpowiedziała że dusza jej ukochanego jest w rzece i ona chce na tej rzece mieszkać aby jej łzy mogły płynąć do jego duszy. 
Wybudowali jej więc wieżę - "Wieżę Miłości" na rzece Inguri gdzie mieszkała do końca swoich dni i opłakiwała utraconą miłość.
I tak właśnie powstała ta wieża :)

Kvirikoba to dzień świętego Cerykusa Archanioła, opiekuna gór, jezior, pól i lasów. 28 lipca, bo wtedy wypada święto, do XII wiecznego kościoła św. Kvirike, na górze w małej miejscowości Kala (gdzieś pomiędzy Mestią a Ushguli), zjeżdża się tysiące ludzi z samej Swanetii ale także całej Gruzji i świata. Tam przez cały dzień modlą się, składają ofiary z bydła domowego, palą świece w intencji pomyślności i rywalizują w podnoszeniu głazów i wielkiego dzwonu. A potem bawią się i tęgo piją do rana.
Po drodze mamy też całkiem niezły widok na dwa (północy i południowy) wierzchołki Ushby 4710m (dwa szczyty blisko siebie w lewej części zdjęcia) - jednej z najsłynniejszych gór Kaukazu. Ushba - mimo tego że nie znajduje się w pierwszej 10 najwyższych szczytów Kaukazu jest jedną z ważniejszych gór tego pasma. Ze względu na strome podejścia i niestabilną pogodę jest przez wielu alpinistów uznawana za jeden z najtrudniejszych lub najtrudniejszy szczyt Kaukazu.

Powoli zbliżamy się z powrotem do Mestii
Około godz. 19 docieramy do Mestii

I na koniec jeszcze kilka słów o bezpieczeństwie. Swanetia jeszcze do niedawna była regionem niebezpiecznym dla turystów. Pod koniec XX i na początku XXI wieku ze względu na trudną sytuację ekonomiczną a także na skutek katastrof naturalnych, które dotknęły region (lawiny, osunięcia ziemi), bardzo mocno rozwinęła się w Swanetii działalność przestępcza, grasowały tam bandy które rabowały i porywały ludzi. Po "Rewolucji róż" władzom gruzińskim udało się odzyskać kontrolę nad tym regionem i po akcji antykryminalnej w marcu 2004 roku, przeprowadzonej przez Gruzińskie Oddziały Specjalne Swanetia zaczęła stawać się coraz bezpieczniejsza. Finał jest taki, że teraz jest tam bezpiecznie i nawet nocne szwendanie się po ciemnych, nieoświetlonych uliczkach Mestii nie niesie za sobą większych niebezpieczeństw, poza tym że można wdepnąć w krowią kupę :). Niezbyt dobrym pomysłem są jednak (i to słyszałem z kilku źródeł) samotne podróże kobiet po Swanetii, ponieważ wzbudzają duże zainteresowanie tamtejszych mężczyzn a to czasami może skończyć się bardzo źle.

Nasza przygoda ze Swanetią powoli się kończy bo następnego dnia rano ruszamy nad Morze Czarne do Batumi.

Batumi

Po kilku godzinach jazdy marszrutką, wypchaną ludźmi do granic możliwości, docieramy do Batumi nad Morze Czarne.
 

Morze Czarne

Jezioro Nuri w Batumi

Batumi

Ogród botaniczny w Batumi

Ogród botaniczny w Batumi i drzewa wyrastające z przewróconego drzewa

Morze Czarne i Batumi na horyzoncie

Morze Czarne a na horyzoncie po lewej stronie, Batumi

Do Batumi przyjechaliśmy w sobotę po południu a w niedzielę o północy marszrutka zabrała nas w dalszą drogę, a konkretnie do Tbilisi.

Tbilisi

Po całonocnej jeździe docieramy do stolicy Gruzji. Po krótkim odpoczynku ruszamy zwiedzać miasto z wynajętym przewodnikiem.
Ponieważ w relacji z zeszłorocznej wycieczki opisywałem większość miejsc które odwiedziliśmy również w tym roku, nie będę się powtarzał i zapraszam tutaj do poczytania opisów i obejrzenia zdjęć których w tym wpisie nie będzie.

Tbilisi - stolica i zarazem największe miasto Gruzji, mieszka w nim ok. 1,15 mln ludzi, w całej Gruzji ok. 4,5 mln a wiec Tbilisi zamieszkuje 1/4 ludności tego kraju.
Wykopaliska archeologiczne potwierdzają ślady osadnictwa na terenie dzisiejszego Tbilisi już w III i IV wieku p.n.e. Pierwszym pisanym źródłem zaświadczającym o jego istnieniu jest mapa z IV wieku. Jednak początki miasta Tbilisi datuje się na V wiek a za założyciela miasta uważany jest władca Wachtang Gorgasali, to on postanowił przenieść tu stolicę z pobliskiej Mcchety. Nie udało mu się to jednak, ponieważ zginął w walce podczas najazdu persów. Plany przeniesienia stolicy zrealizował w VI wieku jego syn Daczi I i od tego czasu Tbilisi jest stolicą.
Tbilisi ma bardzo atrakcyjne położenie, leży na skrzyżowaniu szlaków biegnących z Azji nad Morze Czarne oraz przecinających Wielki Kaukaz, to właśnie niedaleko Tbilisi ma swój początek Gruzińska Droga Wojenna która jest najdogodniejszą drogą przecinającą góry. Dobre położenie miasta sprawiało że było ono łakomym kąskiem dla wielu władców co było przyczyną wielu najazdów i wielokrotnych zniszczeń Tbilisi. Aż 30 razy miasto było kompletnie rujnowane a cała ludność brutalnie mordowana przez wrogie armie.
Na zdjęciu powyżej, widok na Tbilisi ze wzgórza Twierdzy Narikala.
Rzeka przepływająca przez miasto to rzeka Kura (Mtkwari). Nad rzeką na skalnym urwisku stoi Świątynia Metechi z XIII wieku a w oddali widać Sobór Trójcy Świętej (wysoka cerkiew ze złotą kopułą).

A na zdjęciu poniżej, najstarsza część miasta i Twierdza Narikala widziana spod Świątyni Metechi. 
Na dolnym dziedzińcu twierdzy stoi Kościół św. Mikołaja.
Świątynia Metechi i pomnik Wachtanga Gorgasali.
Wachtang Gorgasali - gruziński król w latach 452 – 502 i święty Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. W Gruzji jest otaczany wielką czcią. W bajkach i legendach jest postacią odznaczającą się odwagą, siłą, mądrością. Jego szczątki spoczywają w świątyni Sweticchowelli w mieście Mccheta - starej stolicy Gruzji oddalonej ok 20km od Tbilisi.

W dolnej, prawej części zdjęcia widać kopuły słynnych, tbiliskich łaźni siarkowych.

Pomnik Matki Gruzji która stoi na wzgórzu i spogląda na miasto, w lewej ręce trzyma wino, którym częstuje przyjaciół natomiast w prawej ręce miecz, przeznaczony dla wrogów, symbolizować ma to ducha gruzińskiego narodu, niezwykle gościnnego ale też nieugiętego i walecznego.
20-metrowy pomnik, usytuowany na wzgórzu niedaleko twierdzy Narikala, wykonany z aluminium, powstał w 1958 roku z okazji jubileuszu 1500-lecia Tbilisi.
Wnętrze Katedry Sioni - głównej świątyni Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Została wybudowana w latach 575-639 ale kilkakrotnie burzona i odbudowywana. Obecna konstrukcja pochodzi z przełomu XI i XII wieku.

Wnętrze Katedry Sioni

Wnętrze Katedry Sioni

Jedna z odnowionych ulic w Tbilisi.

A poniżej kilka zdjęć ze spaceru po bocznych uliczkach, moim zdaniem znacznie ciekawszych od tych wyremontowanych.

W opuszczonym domu przy tej ulicy mieszkała bezdomna kobieta, w tamtym roku w domu zawalił się strop, kobieta wyprowadziła się przed dom i mieszkała na chodniku. W zimie ktoś dał jej ten namiot i w nim teraz mieszka.


Skalne miasto David Gareji

Następnego dnia po zwiedzaniu Tbilisi wyjeżdżamy do skalnego miasta David Gareji na granicy z Azerbejdżanem.
David Gareji jest kompleksem monastyrów położonych w regionie Kachetii we wschodniej Gruzji, na półpustynnych stokach góry Garedża. Część kompleksu znajduje się na terenie Azerbejdżanu, również część szlaku którym idzie sie zwiedzając skalne miasto znajduje się po stronie azerskiej, dlatego też David Garedża jest tematem sporu między władzami gruzińskimi i azerskimi.
Kompleks kościelny został założony w VI wieku przez jednego z trzynastu syryjskich mnichów, którzy przybyli w tamten region. Jeden z mnichów Dawid osiedlił się w naturalnej jaskini w górze Garedża, w późniejszym czasie wybudował pierwszy monastyr – Lavra. David Gareji składa się z wielu kaplic, refektarzy i cel mieszkalnych wykutych w skale. W tej chwili kompleks zamieszkuje 9 mnichów.

Wykute w skale cele w których mieszkają mnisi.

Wmurowana w skałę jedna z kapliczek w skalnym mieście. Po prawej stronie Gruzja a po lewej Azerbejdżan.

Azerbejdżan

Azerbejdżan

Poniżej kilka zdjęć cel i kapliczek wykutych w skale:
Łzy Davida - wykute w skale kanały których zadaniem było kierowanie spływającej z góry wody do zbiorników znajdujących się w jaskini dzięki temu mieszkańcy kompleksu zaopatrywali się w wodę. Łzy Dawida czczone są jako relikwia.

Udabno i Oasis Club

Po po drodze z Tbilisi do David Gareji jest wioska Udabno a w niej Oasis Club.
Udabno to wioska w południowo-wschodniej części Gruzji. Wioska leżąca na odludnych, półpustynnych terenach pośrodku niczego.
Wioska została wybudowana pod koniec lat 80 dla przesiedleńców ze Swanetii. Mieli się oni tutaj osiedlić po katastrofach (powodzie, lawiny, osuwiska ziemi) które dotykały tamten rejon. Ówczesne władze wybudowały całą wioskę identycznie wyglądających domów, domy były kompletnie wyposażone i gotowe do zamieszkania. Jednak do części z nich nikt nigdy się nie wprowadził a część ludzi którzy się tu sprowadzili później wyjechało w inne rejony kraju. Dzisiaj Udabno przypomina wymarłą wieś, straszącą pustymi, rozpadającymi się domami z powybijanymi szybami.
Oasis Club
W częściowo wymarłym Udabno jest jednak jeden dom który tętni życiem i który w porównaniu do reszty budynków jest bardzo kolorowy - to Oasis Club, restauracja otwarta w maju 2013 roku i prowadzona przez parę Polaków.
Kim są, jak trafili do Udabno i co u nich słychać, można poczytać na ich stronie www.oasisclubudabno.com oraz na profilu FB www.facebook.com/oasisclubudabno

Miejsce naprawdę super, można zjeść, napić się wina, czaczy i bardzo miło spędzić czas. Jadąc do skalnego miasta, grzechem było by ominąć to miejsce. Na pewno przyjemnie było by tam spędzić trochę więcej czasu i zostać chociaż na jeden nocleg.

Oasis Club z zewnątrz

Oasis Club w środku

Oasis Club w środku


Kutaisi

Drugą wycieczkę do Gruzji kończymy bardzo krótkim zwiedzaniem Kutaisi. Pojechaliśmy zobaczyć monastyr Gelati i katedrę Bagarti.
Monastyr Gelati z XII wieku - chyba przygotowywany do remontu bo w tamtym roku rusztowań jeszcze nie było.
Katedra Bagrati z XI wieku, została zbudowana za panowania króla Bagrata III (od niego wzięła swoją nazwę). Na północnej ścianie znajduje się inskrypcja, która mówi że budowę świątyni zakończono w 1003 roku. W 1692 została spustoszona i wysadzona przez Turków osmańskich, którzy najechali Królestwo Imeretii. Wybuch spowodował zawalenie się kopuły i stropu (w tym stanie katedra przetrwała do XX w.).
Prace związane z konserwacją i rekonstrukcją, a także badania archeologiczne, rozpoczęły się w 1952 i trwały do 2012 roku. W 1994 katedra została wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. W 2001 świątynia została oddana Gruzińskiemu Kościołowi Prawosławnemu. Rzadko odbywają się w niej nabożeństwa, przyciąga natomiast wielu pielgrzymów i turystów.
Widok na Kutaisi ze wzgórza Uk'imerioni na którym stoi katedra Bagarti.

Na koniec jeszcze trochę zabytkowej motoryzacji :)


KONIEC
I tak oto zakończyła się druga, ale raczej nie ostatnia, wycieczka do Gruzji.