Gruzja 2013


W 2013 roku wraz z trójką znajomych wybraliśmy się pierwszy raz do Gruzji.
Miejsca które udało nam się odwiedzić to:
Kutaisi - Batumi - Stepancminda (Kazbegi) - Granica z Rosją - Tbilisi - Gori, Upliscyche - Kutaisi

 
Zapraszam na opis naszej wycieczki.
Zdjęcia: Dorota, Marta, Bogdan, Łukasz
 
Kutaisi
Wyprawa zaczęła się od miasta Kutaisi gdzie jest lotnisko na którym lądują Wizzair'owe samoloty. Kutaisi jest drugim co do wielkości miastem Gruzji leży w zachodniej części kraju i od 26 maja 2012 roku jest siedzibą Parlamentu Gruzji.
Wejście do Jaskini Prometeusza
Zwiedzanie zaczęliśmy od Jaskini Prometeusza - ogromna jaskinia z wieloma różnych rozmiarów komnatami, w jaskini płynie podziemna rzeka którą można sobie popływać - w łódce oczywiście :) Poza tym wszystko jest na kolorowo podświetlone, gra sobie muzyka, wszędzie są wybetonowane chodniki - trochę "odpustowo" ale wrażenie robi i zobaczyć warto.
Monastyr Mocameta
Kolejny punkt - Monastyr Mocameta wiszący na krawędzi skalistego urwiska. Zespół klasztorny składa się z kopułowego kościoła, dzwonnicy, muru obronnego i zabudowań mieszkalnych. Zarządcy tego rejonu – Dawid i Konstantin, skazani na męczeńską śmierć przez Marwana II za odmowę przejścia na islam, zostali pochowani w dawnym kościele, który został później nazwany Mocameta, co znaczy "męczennicy". W XI wieku król Bagrat IV odrestaurował i powiększył świątynię. Obecny wygląd budowli został ukształtowany w XIX wieku.
Monastyr Mocameta
Monastyr Mocameta
Monastyr Gelati - ufundowany został w 1106 roku przez króla Davida IV Budowniczego (1089-1125), który po śmierci został tu pochowany. Kompleks klasztorny składa się z kopułowego Kościoła p.w. Maryi Dziewicy (XII w.), Kościoła św. Jerzego (XIII w.), dwupiętrowego Kościoła św. Mikołaja (XIII-XIV w.), źródełka, dzwonnicy, portyku i innych zabudowań, które otacza wysoki mur.
Zabytkowy kompleks zachował się w bardzo dobrym stanie. Przetrwało nawet wiele fresków i przechowywanych tu manuskryptów z XII-XVII wieku. W Kościele Maryi Dziewicy zachowały się piękne mozaiki, malowidła ścienne i fresk przedstawiający króla Dawida Budowniczego, którego grobowiec znajduje się w portyku.

W 1994 roku Monastyr Gelati został wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Monastyr Gelati w środku.
Monastyr Gelati w środku.
Monastyr Gelati w środku.
Monastyr Gelati w środku.
Monastyr Gelati.
Monastyr Gelati.
 

Batumi
Batumi leży nad Morzem Czarnym w południowo-zachodniej części Gruzji ok. 15km od Tureckiej granicy. W Batumi jest fontanna "Czacza-Tower" z której podobno raz w tygodniu przez 15 min zamiast wody leci czacza (o samej czaczy trochę dalej).
Na zdjęciu po prawej stronie jest wieża telewizyjna, a na oplatających ją pasach podświetlone są litery gruzińskiego alfabetu.
Port w Batumi wg. wikipedii, największy port na czarnomorskim wybrzeżu Kaukazu
Batumi
Batumi - plaża

Gruzińska Droga Wojenna
Tą drogą jedziemy w góry do miasta Stepancminda (Kazbegi) a dokładnie do przyklejonej do tego miasta wioski Gergeti, która będzie naszym domem przez prawie 3 dni. Po drodze robimy kilka przystanków w ciekawych miejscach, a zdjęcia poniżej.

Gruzińska Droga Wojenna jest główną drogą łączącą Gruzję i Rosję, ma długość 208km i biegnie z Tbilisi do Władykaukazu w Rosji. Droga jest międzynarodowa i dość mocno uczęszczana przez TIRy jednak miejscami bardziej przypomina drogę polną niż międzynarodową. GDW w najwyższym punkcie na Przełęczy Krzyżowej wznosi się na wysokość 2379m n.p.m. 
Wikipedia: Szlak dobrze znany był już w starożytności. Od początku wykorzystywały go armie (np. rzymskie, perskie, mongolskie), kupcy a nawet całe ludy wędrujące między Azją i Europą. W czasach gruzińskiej monarchii szlak ten był mocno ufortyfikowany i najczęściej podległy bezpośrednio królom. Obecna nazwa wiąże się z dziewiętnastowieczną modernizacją, która zwiększyła znaczenie militarne szlaku. Wówczas władze rosyjskie poszerzyły i wzmocniły istniejącą drogę, co pozwoliło na szybki przerzut dużych oddziałów w czasie wojny z północnokaukaskimi góralami w Czeczenii i Dagestanie.
Zdjęcia z GDW robiliśmy w drodze do Kazbegi i dwa dni później w drodze powrotnej, stąd spora różnica w pogodzie.
 
Forteca Ananuri z przełomu XVI i XVII wieku i sztuczne jezioro zaporowe
Forteca Ananuri
Forteca Ananuri - sztuczne jezioro zaporowe
Pomnik przyjaźni radziecko-gruzińskiej. Prezent od północnego sąsiada postawiony w 1983 roku w dwusetną rocznicę podpisania Traktatu gieorgijewskiego, który zobowiązywał władców Królestwa Kartlii i Kachetii (regiony we wschodniej części kraju które powstały po rozpadzie Gruzji w XVw.) do wierności wobec carów Rosji, którzy z kolei zobowiązywali się do obrony Gruzji wschodniej przed najazdami krajów muzułmańskich. Caryca Katarzyna II nigdy nie zamierzała wywiązać się z postanowień traktatu i celowo dążyła do osłabienia Gruzji w celu szybszego jej wchłonięcia do Rosji.
Po lewej stronie zdjęcia droga wojenna a w oddali pomnik przyjaźni...
...i widoków z drogi wojennej ciąg dalszy
...piękne widoki i krowy które są wszędzie i łażą gdzie chcą.
GDW c.d. Na drodze trwają intensywne roboty, podobno niedługo ma nie być miejsc bez asfaltu.
Wypływająca z gorących źródeł woda jest bardzo bogata w żelazo i spływając bo zboczu góry tworzy taki właśnie pomarańczowy naciek.
Wodę można pić ze źródełka po drugiej stronie drogi - podobno bardzo zdrowa.
I ciąg dalszy GDW i prac na niej, a w tle widać jeszcze raz pomnik przyjaźni.
Widoki z GDW

Stepancminda (Kazbegi), Gergeti i okolice.
 
Dotarliśmy do hostelu "Guesthouse Nazi" w wiosce Gergeti.
Widok z naszego tarasu na góry i miasto Stepancminda. Od roku 1925 do 2006 miasto nosiło nazwę Kazbegi, nazwa ta została nadana podczas okupacji sowieckiej w 1925. W 2006r. powrócono do dawnej nazwy Stepancminda, jednak nazwa Kazbegi jest nadal bardzo popularna i używana.
Pierwszy dzień w górach Kaukazu i zdobyta góra, wysokość ok 2100-2200m n.p.m. ze szczytu z jednej strony widoczny był Klasztor Cminda Sameba, przy dobrej pogodzie nad klasztorem powinna być widoczna góra Kazbek 5047m n.p.m. (o górze napiszę trochę dalej) niestety nam ten widok tym razem nie był dany...
...a z drugiej strony, po zejściu ze szczytu widać było płaski jak wyprasowany żelazkiem obszar otoczony potężnymi górami.

I kolejny dzień. Tym razem ruszamy w kierunku Lodowca Gergeti do którego ostatecznie z braku czasu nie udało się dotrzeć.
Po drodze odwiedzamy Klasztor Cminda Sameba - Klasztor Świętej Trójcy (chyba najsłynniejszy na świecie i najczęściej fotografowany budynek Gruzji). Klasztor pochodzi z XIV wieku i jest położony na wysokości 2170 m n.p.m. zamieszkuje go kilku mnichów.
Do klasztoru można dojść piechotą w max. 2 godziny lub dojechać samochodem - dokładnego kosztu takiej przejażdżki nie znam.
Po prawej stronie klasztoru stoi dzwonnica w której jeszcze kilka lat wcześniej można było przenocować i odpocząć przed dalszą drogą w stronę Kazbeka. Po remoncie klasztoru dzwonnica nie jest już udostępniana jako miejsce noclegowe. A po prawej stronie dzwonnicy, na zboczu są prawdopodobnie mieszkania mnichów.
Opuszczamy klasztor który staje się coraz mniejszy i idziemy w stronę lodowca.
Cminda Sameba jest już ledwo widoczna a za klasztorem widać miasto Kazbegi.
I jeszcze wyżej.
Co prawda na lodowcu nie udało się postawić nogi ale udało nam się dotrzeć do wysokości 3000m n.p.m.
A lodowiec mogliśmy sobie pooglądać z daleka, widać go w górnej środkowej części zdjęcia jak spływa do szerokiego wąwozu.

W drodze do hostelu przeszliśmy się uliczkami wioski Gergeti. A wygląda ona tak:
Czerwonymi rurami płynie gaz.
Na górze widać Klasztor Cminda Sameba
Sklep w Gergeti.

I jeszcze krótki spacer po Kazbegi
Bank w Kazbegi na tle klasztoru i Kazbeka ze szczytem w chmurach. W środku bank wyglądał nie mniej ciekawie jak z zewnątrz :)
Google Market w Kazbegi - można było tam wszystko znaleźć :)
Część Gruzińskiej Drogi Wojnnnej przebiegająca przez Kazbegi
Docieramy do domu a z tarasu z drugiej strony hostelu mamy taki oto widok. Przy lewej krawędzi zdjęcia widać Klasztor Cminda Sameba a na prawo od klasztoru wygląda szczyt Kazbeka. 

Góra Kazbek to jeden z najwyższych szczytów Kaukazu, ma wysokość 5047m n.p.m. leży na granicy Gruzji z Rosją. Góra jest drzemiącym wulkanem a ostatnie erupcje miały miejsce ok 6tyś. lat temu. Kazbek jest znany ze swej bardzo kapryśnej natury. Pozbawiony sąsiedztwa szczytów o podobnej wysokości, słynie ze szczególnie zmiennej pogody. Gruzini mówią że Kazbek to kapryśna kobieta, która obcym ukazuje się spowita w szal z wiecznych mgieł - nam się pokazała, to chyba znak że trzeba ją odwiedzić i mam nadzieję że w przyszłym roku zobaczymy się z bliska.
Trzeciego dnia w górach, mieliśmy plan żeby odpocząć na rowerach. Pojechaliśmy Gruzińską Drogą Wojenną w stronę granicy z Rosją, zahaczając po drodze o wodospady. GDW na tym odcinku częściowo biegnie wzdłuż Wąwozu Darialskiego który ma długość ok 3km i maksymalną głębokość 1000m - widoki bardzo piękne, z jednej strony drogi, ściana gór a z drugiej przepaść wąwozu. Plan odpoczynku był dobry w połowie tzn. przez ponad 10km jazdy w stronę granicy rzeczywiście odpoczywało się bardzo przyjemnie, piękne widoki, przyjemny wiaterek, nie trzeba było prawie w ogóle pedałować a rower jechał sam. Niestety później trzeba było jakoś wrócić i to z odpoczynkiem nie miało już nic wspólnego - ale cała nasza czwórka zgodnie razem, jak i każdy z osobna poleca taką wycieczkę ;)
Wąwóz Darialski 
GDW biegnie po prawej stronie, zboczem góry.
Po prawej stronie zdjęcia widać wjazd do tunelu, tunel trzeba było przejść na piechotę ponieważ panowały tam całkowite ciemności, nie było żadnego oświetlenia, a na chodniku który biegł wzdłuż drogi było masę kamieni więc o wywrotkę na rowerze nie było trudno. Poza tym na rowerze można było się tam całkiem nieźle rozpędzić i prosto z tunelu wylądować w wąwozie :) Oczywiście nabranie dużej prędkości było możliwe tylko w stronę Rosji. W drodze powrotnej na żadnym odcinku drogi rozwinięcie dużej prędkości nikomu nie groziło :)
Niedaleko granicy z Rosją można było zostawić w krzakach rowery i po ok 30-40 minutowym marszu dochodziło się do wodospadu.
Widoki ze szlaku nad wodospad.
Tbilisi
Po relaksie na rowerach wsiadamy do taksówki i jedziemy do Tbilisi - stolicy Gruzji. Do naszego hostelu docieramy około godziny 23 wieczorem a następnego dnia rano zaczynamy całodniowe zwiedzanie.
A tak przedstawia się Tbilisi ze wzgórza Twierdzy Narikala (o twierdzy napiszę dalej). Nad skalistym urwiskiem wznoszącym się nad rzeką Kurą widać Świątynię Metechi zbudowaną w XIII wieku za panowania króla Dymitra II. W kościele znajduje się grobowiec świętej męczennicy Szuszanik (Zuzanny), która została w V wieku uwięziona za odmowę porzucenia chrześcijaństwa. W głębi widać Sobór Trójcy Świętej.
Sobór Trójcy Świętej w Tbilisi - sobór katedralny Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, siedziba Katolikosa - Patriarchy Gruzji. Jest położony na wzgórzu św. Eliasza w centrum Tbilisi. Największa budowla sakralna Gruzji i jedna z największych świątyń prawosławnych na świecie. Budowa soboru rozpoczęła się w roku 1995, pierwsze nabożeństwo zostało odprawione 25 grudnia 2002 a 23 listopada 2004 Katolikos - Patriacha Gruzji dokonał uroczystej konsekracji soboru nadając mu wezwanie Świętej Trójcy.

Sobór Trójcy Świętej w środku.

Kościół Kwaszweti zbudowany z białego kamienia, kościół stoi przy głównej ulicy miasta - Alei Szoty Rustawelego.
(Szota Rustaweli był XII-wiecznym gruzińskim poetą, malarzem i skarbnikiem królowej Tamary.)
Na wzgórzu Twierdza Narikala - starożytna twierdza wznosząca się nad Tbilisi, składa się z dwóch otoczonych murem części, jest usytuowana na stromym wzgórzu pomiędzy łaźniami siarkowymi i ogrodami botanicznymi. Na niższym dziedzińcu znajduje się odbudowany niedawno kościół Św. Mikołaja. Pierwsze mury powstały już w IV wieku, jednak większość tego co przetrwało do dziś, zbudowano za rządów arabskich emirów w VIII w. Ostatecznie twierdza stała się ruiną w XIX w. na skutek potężnej eksplozji, która wstrząsnęła rosyjskim składem amunicji, mieszczącym się w jej murach. Natomiast Wikipedia podaje że twierdza została zniszczona przez trzęsienie ziemi w 1827 roku.
Kościół Św. Mikołaja - Twierdza Narikala
Katedra Sioni główna świątynia Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Pierwsza świątynia w tym miejscu została wybudowana w latach 575-639. Od tego czasu była ona kilkakrotnie burzona i odbudowywana. Obecna konstrukcja pochodzi z przełomu XI i XII wieku. W Katedrze Sioni jest przechowywany krzyż Św. Nino, jedna z najcenniejszych dla Gruzinów relikwii. Dzięki misyjnej działalności tej świętej Gruzja przyjęła chrześcijaństwo już w 337 r., jako drugi kraj na świecie po Armenii.

W prawej części zdjęcia Bazylika Anczischati W głębi widać Pałac Prezydencki.

Bazylika Anczischati w środku (zdjęcia Pałacu Prezydenckiego w środku niestety nie zrobiliśmy).

Plac wolności, na placu stoi pomnik św. Jerzego patrona Gruzji walczącego ze smokiem. Pomnik jest pokryty złotem. Przy placu po lewej stronie zdjęcia znajduje się miejski ratusz. Natomiast w głębi na wzgórzu widać prywatny dom premiera Gruzji Bidzina Iwaniszwilego.

Dom premiera.

Szkoła Nr. 1 w Tbilisi przy Alei Rustawelego.
Pomnik stojący przed szkołą to pomnik dwóch wielkich gruzińskich literatów - Ilji Chawchawadze i Akakia Tsereteli. Ilia Chawchawadze jest uważany za jednego z ojców założycieli współczesnej Gruzji. W roku 1987 Chawchawadze został kanonizowany na Świętego Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.
Budynek Parlamentu przy Alei Rustawelego - wybudowany w latach 40-tych ubiegłego wieku - jako siłę roboczą przy jego budowie wykorzystywano niemieckich jeńców.

W okolicach parlamentu rozgrywała się współczesna historia Gruzji. 9 kwietnia 1989r. rosyjskie wojsko brutalnie rozpędziło tu pokojową, niepodległościową demonstrację, zginęło wtedy 19 osób a kilkaset zostało rannych.
Na przełomie 1991 i 1992r. gmach parlamentu był niszczony ciężką artylerią przez opozycję żądającą ustąpienia pierwszego prezydenta niepodległej Gruzji - Zwiada Gamsachurdii. Po nim władzę przejął były minister spraw zagranicznych ZSRR - Eduard Szewardnadze. 11 lat później w listopadzie 2003 roku odbywały się w tym miejscu masowe demonstracje, których wynikiem było odsunięcie od władzy znienawidzonego Szewardnadze. Gruzińska "rewolucja róż" zaczęła się na Alei Rustawelego a zakończyła wtargnięciem do parlamentu, uzbrojonych w róże (stąd nazwa rewolucji), demonstrantów którzy uniemożliwili przeprowadzanie inauguracyjnej sesji nowego parlamentu wybranego po sfałszowanych wyborach. Po tych wydarzeniach prezydentem Gruzji został Michaił Saakaszwili.
Opera im. Paliaszwili. Jest to XIX-wieczny budynek, który swoim wyglądem mocno przypomina meczet. Opera mieści się przy Alei Rustawelego.
Aleja Szoty Rustawelego

Schodzimy kilkadziesiąt metrów w boczną uliczkę i zaczyna się trochę inna stolica.

A to jest bliskie sąsiędztwo pałacu prezydenckiego.

W głębi widać kopułę pałacu prezydencikiego.

Budynek stacji metra w Tbilisi. Metro zostało uruchomione w Tbilisi w 1966 roku, ma dwie linie i 21 stacji (jedna wspólna).

I jedziemy w dół. Metro w Tbilisi jest duuuużo głębsze niż w Warszawie, było budowane przez Rosję i podobno miało służyć również jako schron przeciwatomowy - stąd taka głębokość. Ale kilka stacji metra w Tbilisi jest na powierzchni.



Skalne miasto Upliscyche i Gori
 
Skalne miasto Upliscyche - starożytne skalne miasto we wschodniej Gruzji, około 10 km na wschód od miasta Gori. Miasto powstawało już od V wieku p.n.e. Jego strategiczne ulokowanie w centrum starożytnego królestwa Kartlii, sprawiło że Upliscyche było ważnym ośrodkiem politycznym i religijnym kraju. Upliscyche zaczęło tracić na znaczeniu na początku IV wieku wraz z chrystianizacją Kartlii.
A to już Gori - rodzinne miasto Stalina (który był Gruzinem). Na zdjęciu Miejski Ratusz, przed którym jeszcze do niedawna stał pomnik Stalina, próby jego usunięcia kończyły się niepowodzeniem, ponieważ nie pozwalali na to mieszkańcy Gori, wśród których chyba do tej pory panuje wielki kult Stalina. Pomnik udało się usunąć dopiero w 2010 roku i to w tajemnicy pod osłoną nocy.

Muzeum Stalina w Groi i jego dom rodzinny. Nad domem zostało wybudowane ochronne zadaszenie.


I na koniec gruzińskie przysmaki.
Niestety zdjęć jest mało bo każdy zamiast za aparat łapał się za widelec, łyżkę albo kieliszek i po krótkiej chwili nie było już nic do fotografowania.
 

Churchkhela - gruzińskie gluty, albo gruzińskie Snickersy. Robi się je z mocno zagęszczonego soku z winogron w którym zatopione są orzechy.

I chyba coś co mi najbardziej smakowało, chociaż nie wszyscy to zdanie podzielają ;) - Chinkali czyli gruzińskie pierogi (jedliśmy wersje z mięsem, grzybami i ziemniakami). Te z mięsem, w środku oprócz samego mięsa mają jeszcze rosół. Trzeba takiego pieroga umiejętnie ugryźć wypić rosół i zjeść resztę - pyszota :)

To samo co wyżej tylko wersja obsmażona, nie wiem czy mają jakąś swoją nazwę. Ale jak dla mnie też niebo w gębie.

Na zdjęciu wyżej na środku jest tradycyjny gruziński chleb, też bardzo smaczny, a po prawej stronie chleba - Chaczapuri - gruziński placek z serem. Zupa na pierwszym planie to Czaqapuli (Czakapuli) - młoda cielęcina lub baranina gotowana z dużą ilosćią miejscowej zieleni i świeżych (zielonych) mirabelek (tkemali) /podziękowania dla Alexsa Gelashvili za informację o potrawie.

Oprócz tego co wymieniłem wyżej, było jeszcze kilka smacznych rzeczy do zjedzenia jak np. Adżarskie Chaczapuri czyli placek w kształcie łódki, z wyżłobieniem w środku w którym pływa roztopiony ser, surowe jajko i masło - miesza się to wszystko, macza się w tym placek i się je - na talerzu jest totalny bajzel ale smakuje super - zdjęcia niestety nie mam a szkoda bo przed rozpoczęciem konsumpcji wygląda to naprawdę bardzo ładnie, może następnym razem uda się zrobić.

Jest jeszcze oczywiście gruzińskie wino ale tutaj właściwie nie ma co pokazywać trzeba po prostu kupić (oczywiście na miejscu w Gruzji) i się napić. A kupić można np. z takich kadzi jak na zdjęciu niżej...

...wino rozlewane do takich butelek


A na koniec zdjęcie gruzińskiej Czaczy w oryginalnej butelce po wodzie mineralnej. Czacza to Gruziński bimber robiony z resztek winogron pozostałych z produkcji wina. Prawdziwej czaczy nie kupi się w sklepie, jest ona robiona domowymi sposobami, sprzedawana w plastikowych butelkach i ma minimum 60%, pachnie na mój gust niezbyt przyjemnie ale smakuje i działa wyśmienicie.